Blog
-
Julian Tuwim, Wiosna
(Wątpliwości Demokratesa: czy chodzi tu tylko o abominację Tuwima w stosunku do tłumu, bezmyślnego w swych zwierzęcych reakcjach, czy także i po prostu o wstręt do ludzkiej egzystencji w jej bezsensownej biologiczności. Za drugim członem tej alternatywy przemawia porównanie z wierszem „Kartka z dziejów ludzkości”, zamieszczonym niżej. Zarazem pewne fragmenty z „Balu o operze” pozwalają łączyć ten wstręt poety do prymitywnie biologicznego charakteru stosunków damsko-męskich z krytyką burżuazyjnego społeczeństwa. Trudno mieć pretensje do poety, że nigdzie nie ujął tej sprawy całościowo i, jak się zdaje, nie przemyślał jej do końca. Na szczęście nic nie stoi na przeszkodzie, by czytelnik uczynił to za niego, czyli myślał dalej. Można zastanawiać się nie tylko nad tym, jak łączyć szacunek i sympatię dla człowieka z uwrażliwieniem na obrzydliwość życia społecznego tkwiącego w biologii, lecz nad tym także, jak łączyć prospołeczne zaangażowanie przeciw ludzkiej krzywdzie ze świadomością zawinionej lub niezawinionej głupoty tych, których pragniemy bronić. Jednym z ważnych pojęć, wymagających domyślenia pod tym kątem, byłoby pojęcie tłumu lub motłochu, mocno przestarzałe od czasów, kiedy na ten temat pisał Le Bon, notabene nie bez pewnej, jak się zdaje, zamierzonej manipulacji) -
Jerzy Drewnowski, Czy Polacy są ludźmi
Oczywiście, że są ludźmi. A kim mogliby być? Zjadaczami chleba na aniołów przerobionym? Jakąś rasą ponadludzką, do rodzenia słowiańskich papieży, jeśli nie światowych mistrzów piłki nożnej? -
Jerzy Drewnowski, Człowieczeństwo, siły społeczne, system
(Komentarz Demokratesa: czy może być coś bardziej bezsensownego niż twierdzenie, że człowieczeństwo oparte na etycznych ideałach, na subtelnej kulturze i na wychowaniu do uczciwego i szlachetnego życia jest niemądrą fikcją, gdy nie znajduje oparcia w odpowiednich układach sił społecznych? -
Sumienie intelektualne
Kto używa dzisiaj na co dzień tego pojęcia, kto go w ogóle używa? Chyba rzadko kto, co najwyżej niektórzy pilni czytelnicy Nietzschego. On to bowiem, jak się wydaje, był jego pierwszym wynalazcą. Niestety, wynalazcą – jak i w kilku innych ważnych sprawach – zapomnianym. Piszemy „niestety”, ponieważ trudno sobie wyobrazić społeczeństwo demokratyczne, a więc światłe i etycznie świadome, bez sumienia tego rodzaju. -
Nasze logo

Sformułowanie „nasze logo” jest wyrażeniem skrótowym, nieco mylącym. Albowiem treści symbolizowanych zdaniem „alfa zdąża do nieskończoności” nie zamierzamy definiować. Ani w tym miejscu, ani gdziekolwiek. Nie chcemy też zdradzać, jak rozumieliśmy owo zdanie w momencie, gdy się wraz z ideą Demokratesa.eu wykluwało. Chodzi tu bowiem o coś innego. O okazję lub nawet tylko o pretekst do filozofowania na temat ukierunkowanych zmian w długiej perspektywie – od pewnego punktu przyjętego umownie jako początkowy ku tak dalekiej przyszłości, że można ją słusznie kojarzyć z nieskończonością.
Jak się ma tego rodzaju spojrzenie do postrzegania procesów demokratyzacji lub walki o realną demokrację? Czy winniśmy tu myśleć o tym, iż miejscem takiej demokracji, realnej i zrealizowanej, jest przyszłość daleka nieskończenie? Albo że w ten sposób trzeba by może patrzeć na realizację ideałów i postulatów ekologicznych? Nie podpowiadamy tu żadnej odpowiedzi, zostawiając wszystko czytelnikom. Zostawiamy im także to, czy swoje ewentualne refleksje w zasygnalizowanej przestrzeni skojarzeniowej ograniczą do procesów społecznych. Może będą chcieli je rozciągać na rzeczywistość szerszą niż życie człowieka? Tak czy inaczej, niniejsze hasło jest zachętą do snucia wokół niego myśli na poziomie ogólności szczególnie wysokim.
-
Jerzy Drewnowski, Prinzip Verantwortung bei Aischylos
Die Verantwortung des Menschen für seine Taten wurde in der europäischen Philosophie bereits seit ihren griechischen Anfängen sehr oft, direkt oder indirekt, erörtert. Da die antike Literatur als nahezu allseitig erforscht gilt, gibt sich heute kaum jemand die Mühe, hier nach Autoren zu suchen, die bezüglich dieses Themas eine immer noch zu wenig bekannte bahnbrechende Arbeit leisteten. Dabei gibt es klassische weltbekannte Texte, die es verdienen, auch unter diesem Gesichtspunkt gelesen zu werden*.
-
Po co myśleć o tym?
Po co myśleć o tym?
Z otwarcie postawionym pytaniem o powody, dla których należałoby zastanawiać się głębiej nad przyszłością demokracji i optymalnymi metodami jej budowania, spotykamy się dosyć rzadko. I najczęściej jest to pytanie retoryczne, z domyślną odpowiedzią, że nie warto tego czynić. Gdy z kolei zapytamy o powód takiej negatywnej oceny, wyjaśnienie możemy usłyszeć dwojakie: jedni wyrażą przekonanie, że demokrację już mamy w wielu krajach, co rokuje nadzieję na dalsze jej postępy; inni, mając na myśli demokrację rzeczywistą, czyli realny wpływ społeczeństw na ich warunki życia, skłonią się raczej do diagnozy, że starania i walka o demokrację nie mają w naszych czasach najmniejszych szans na powodzenie.
Argumenty na rzecz tej drugiej odpowiedzi bywają następujące. Demokracja nie jest już możliwa, ponieważ społeczeństwa świata, z nielicznymi wyjątkami, takimi jak kraje skandynawskie, zostały trwale odpodmiotowione politycznie i gospodarczo. Zostały wyparte z wszelkiego wpływu na swój własny los przez wielkie międzynarodowe korporacje, które rządzą światem, a czynią to w sferze nie tylko polityki i gospodarki, lecz także kultury masowej. Nie mają – owe społeczeństwa – do obrony swych interesów ani suwerennego aparatu władzy państwowej, ani niezależnych polityków.
Politycy, co widzi każdy trzeźwo myślący człowiek, są jedynie marionetkami w rękach ponadnarodowego kapitału i mają w gruncie rzeczy niewielkie pole manewru. Mogą co najwyżej zmieniać regulacje prawne w sprawach obyczajowych, walczyć z narkotykami lub paleniem papierosów, ogłaszać walkę z przestępczością. Rzecz jasna, mogą również zaprowadzać porządki typowe dla państwa policyjnego. Nie wolno im natomiast czynić niczego w ekonomicznym interesie obywateli: realnie zwiększać konkurencyjność drobnych i średnich przedsiębiorstw, dbać o powszechnie dostępną służbę zdrowia, o darmową oświatę, o prawa pracownicze, godziwe renty, emerytury i zasiłki dla bezrobotnych – to już dziedzina zakazana. Odpowiednie zakazy wynikają choćby z tak zwanych umów GATTS-u, podpisywanych przez polityków w tajemnicy przed obywatelami. Jakakolwiek próba wprowadzenia reform w duchu uspołecznienia władzy skończyłaby się szybko zamachem stanu i rekonstrukcją poprzedniego porządku.
Jeśli nawet jakaś szansa na demokrację tkwi w politycznej aktywizacji ludności i w jej politycznym uświadomieniu, to oba te zadania są już niewykonalne: wolność prasy i innych mediów stała się czystą fikcją – wielkie media są w rękach realnych zarządców ziemskiego globu, a media krytyczne mają charakter niszowy i praktycznie nic nie znaczą. Akumulacja kapitału zaszła zresztą tak daleko, że jego dysponenci są w stanie przekupić każdego polityka, przekształcić każdą niemiłą im inicjatywę w rzecz jej diametralnie przeciwną i nie zawahają się przed żadnym aktem przemocy dla obrony zdobytego przez siebie zakresu władzy. Dlatego właśnie podatność ludności świata na ideologiczną manipulację uczyniła tak wielkie postępy i postępuje dalej. Jedyne, co człowiekowi pozostaje, to myśleć o czym innym, by nie zatruwać sobie życia.
Przekonujący dowód na to, że o humanitarnym ustroju politycznym należy myśleć także w tych warunkach, nie jest łatwy. Można się w każdym razie zastanawiać na tym, co kieruje tymi ludźmi, którzy w myśleniu o demokracji i lepszym świecie mimo wszystko nie ustają.
Niewątpliwie istnieją w każdej epoce, a więc i w naszej, osoby odczuwające wobec innych ludzi i całej ludności świata coś w rodzaju opiekuńczej miłości. Myśląc o demokracji i działając na jej rzecz, kierują się poczuciem odpowiedzialności podobnym do tego, które wielu rodzicom każe się troszczyć o ich dzieci także wtedy, gdy już nie są w stanie pomagać im w czymkolwiek. Zawsze istnieją także ludzie, którzy na podobieństwo starożytnych stoików bronią człowieczeństwa i „prawego rozumu” niezależnie od wielkości szans na skuteczność swego działania. Czynią to z poczucia obowiązku, którego nie dopełniwszy czuliby się skrajnie nieszczęśliwi. Jedni i drudzy nie potrafią nie bronić demokracji, ponieważ nie potrafią żyć inaczej.
Szczególna wrażliwość moralna obu tych rodzajów, choć nie wynika w jakiś istotny sposób z postawy racjonalnej, ma mimo to po swojej stronie ważne racje rozumowe, przemawiające na rzecz działania. Sprawiają one, że do projektującego i naprawczego myślenia o lepszym świecie, także w naszym czasie, nie trzeba być kimś etycznie wyjątkowym. Oprócz szczypty solidarności z innymi wystarczy jasna świadomość, że każda niemal grożąca katastrofa może przyjść później albo wcześniej, mieć zakres większy albo mniejszy. To prawda, co twierdzą pesymiści, że przestrogi w rodzaju „demokracja albo barbarzyństwo” już się spełniły, nie jest też wykluczone, że świat znalazł się w ślepej uliczce rozwoju, z której już nie zdoła zawróć; że w szczególności władza nad nim znajdzie się i będzie pozostawała w rękach bandy przestępców troszczących się tylko o własny interes. Jednakże nawet wobec tego wariantu przyszłości twierdzenie, iż myśl o naprawianiu świata należy zarzucić, nie jest racjonalne.
Na dalszą metę przyszłość Ziemi i ludzkości rysuje się mniej więcej tak jak życie organizmu zaatakowanego przez złośliwy nowotwór: wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, dla ekosfery takim nowotworem pozostanie rodzaj ludzki, podobnie jak jest możliwe, że antydemokratyczny system gospodarczo-społeczny będzie zżerał społeczność ludzką do samego końca. Mimo to warto walczyć o każdy element życia i o każdy skrawek życia godziwego. Czy nie jest bowiem tak, że znaczny zakres tych wszystkich ludzkich praw, którymi jeszcze dysponujemy, zawdzięczamy temu, że część ludzkości nadal o nie walczy? I czy nie z tego powodu demokracja pozostawała w przeszłości niedorozwinięta i obecnie zanika, że nie walczono o nią niedostatecznie? Nawet jeśli wobec nierównych sił, niewiele już można zyskać, na pewno można zyskać więcej, niż myślą pesymiści. Nawet życie człowieka nieuleczalnie chorego bywa przedłużane na okres bardzo długi.
A przecież nie jest powiedziane, że mieszkańcy globu będą tkwili w politycznej apatii aż do pożaru świata. Choć nie chcemy o tym myśleć, wielkie zmiany stoją za progiem i być może tkwią w nich szanse dla demokracji. Nie byłoby dobrze, gdyby nas zastały nieprzygotowanymi.