(Komentarz Demokratesa: Antybarbarzyńca, który marzy o „lepszym świecie”, nie czyni tego z marzycielstwa, lecz z niemożności zgody na świat taki, jak na przykład dzisiaj w Polsce)Tegoroczna zima roku 2014 ma znamiona przełomowej. Doczekaliśmy się zjawisk społecznych, które jeszcze do niedawna nie mieściłyby się nam w głowach. Zanim jeszcze rozpoczęła się zima, bohaterem dnia w Hiszpanii stał się nasz rodak, który umarł w Sewilli z głodu, jako pierwsza ofiara tego rodzaju śmierci po odzyskaniu demokracji przez ten kraj. Potem podobne wieści zagraniczne zaczęły mieszać się z doniesieniami w kraju. A to Polak zamarzł w Rzymie u drzwi do Papieskiego Uniwersytetu Urbanianum, to znów nasz pozbawiony schronienia rodak napadł na sklep w Szwecji, błagając, aby zamknięto go do więzienia. Inny podpalił się we włoskiej Ankonie, jeszcze inny umarł w niejasnych okolicznościach w ruderze zamieszkanej przez kilkunastu rodaków w jednym z włoskich miast. Polacy – obok Romów – stali się królami unijnej bezdomności! Jeszcze 8-10 lat temu nie przyszłoby nam do głowy, że tak się stanie.
Przyuczenie przez naukową literaturę przedmiotu i wielkonakładowe media do rozpatrywania totalitaryzmów jedynie w ich wersjach państwowych może skutkować samoobroną umysłu przed punktem widzenia innym niż oficjalny. Określenie „totalitaryzm gospodarki wielkokorporacyjnej” może się wydawać tak samo dziwne i nieuzasadnione, jak mogą zaskakiwać wywody na temat totalitaryzmu teokratycznego lub religijno-kościelnego, o którym traktuje pierwsza, jeszcze nie opublikowana część niniejszego szkicu (1).