(Komentarz Demokratesa: o niżej wspomnianych aspektach przyjaźni rozmawiamy i piszemy dość rzadko; warto przy okazji zapytać o status przyjaźni w kulturze zysku i konsumpcji)Pomiędzy religijną „miłością bliźniego” a „wartościami rodzinnymi” chrześcijaństwo nie pozostawiło wiele miejsca na zwykłą, ludzką przyjaźń. To wielka strata, która zubaża życie jednostek i społeczeństw.
Przyjaźń była wielką sprawą dla starożytnych, „pogańskich” filozofów i artystów. Pisano o niej wiersze, listy i traktaty filozoficzne. W ich oczach wydawała się czymś ważniejszym od więzów rodzinnych. Sławiono podobieństwo dusz przyjaciół, górujące nad wspólnotą krwi członków rodziny. Gdy Kościół zrujnował starożytną kulturę, w zapomnienie poszło także zrozumienie dla przyjaźni. Może teraz, gdy chrześcijaństwo słabnie, warto zastanowić się nad tym, dlaczego starożytni tak kochali się przyjaźnić?
Od samych swoich początków filozofia szczyci się koncentracją uwagi na problemach ogólnych i zarazem dla człowieka najważniejszych, a przynajmniej szczególnie dla niego ważnych. Nie darmo w centrum uwagi filozofów przez wiele stuleci pozostawał on sam, czyli właśnie człowiek, w swych relacjach do społeczeństwa. Tak też jest rozumiana filozofia w poniższym szkicu – przede wszystkim jako teoretyczna i praktyczna wiedza o najistotniejszych sprawach ludzkich i społecznych w najogólniejszym ujęciu. Nietrudno jednak zauważyć, że także, a może nawet szczególnie, przy takim jej pojmowaniu filozofowie względnie rzadko odpowiadają rozbudzanym przez siebie oczekiwaniom. Wykazując w rzeczywistości dość silną skłonność do fikcji i bałamuctwa, a zarazem do pomijania zagadnień dla ludzkiego bytu podstawowych, usprawiedliwiają surową ocenę, iż samoświadomość filozofii jest w wielkiej mierze zawyżona.