Od samych swoich początków filozofia szczyci się koncentracją uwagi na problemach ogólnych i zarazem dla człowieka najważniejszych, a przynajmniej szczególnie dla niego ważnych. Nie darmo w centrum uwagi filozofów przez wiele stuleci pozostawał on sam, czyli właśnie człowiek, w swych relacjach do społeczeństwa. Tak też jest rozumiana filozofia w poniższym szkicu – przede wszystkim jako teoretyczna i praktyczna wiedza o najistotniejszych sprawach ludzkich i społecznych w najogólniejszym ujęciu. Nietrudno jednak zauważyć, że także, a może nawet szczególnie, przy takim jej pojmowaniu filozofowie względnie rzadko odpowiadają rozbudzanym przez siebie oczekiwaniom. Wykazując w rzeczywistości dość silną skłonność do fikcji i bałamuctwa, a zarazem do pomijania zagadnień dla ludzkiego bytu podstawowych, usprawiedliwiają surową ocenę, iż samoświadomość filozofii jest w wielkiej mierze zawyżona. Tag: Barbara Stanosz
-
Jerzy Drewnowski, Filozofia na mroczne czasy
Od samych swoich początków filozofia szczyci się koncentracją uwagi na problemach ogólnych i zarazem dla człowieka najważniejszych, a przynajmniej szczególnie dla niego ważnych. Nie darmo w centrum uwagi filozofów przez wiele stuleci pozostawał on sam, czyli właśnie człowiek, w swych relacjach do społeczeństwa. Tak też jest rozumiana filozofia w poniższym szkicu – przede wszystkim jako teoretyczna i praktyczna wiedza o najistotniejszych sprawach ludzkich i społecznych w najogólniejszym ujęciu. Nietrudno jednak zauważyć, że także, a może nawet szczególnie, przy takim jej pojmowaniu filozofowie względnie rzadko odpowiadają rozbudzanym przez siebie oczekiwaniom. Wykazując w rzeczywistości dość silną skłonność do fikcji i bałamuctwa, a zarazem do pomijania zagadnień dla ludzkiego bytu podstawowych, usprawiedliwiają surową ocenę, iż samoświadomość filozofii jest w wielkiej mierze zawyżona. -
Marek Krak, Kanonizacja
Jak wiele innych społeczeństw o niedostatecznym poczuciu własnej wartości mamy tendencję do popadania w skrajności. Albo kogoś lub coś wynosimy nad niebiosa, albo totalnie potępiamy. Wciąż cierpimy na głęboki deficyt trzeźwej refleksji. W ostatnich dwóch tygodniach przeżywaliśmy kolejną narodową kanonizację. Tym razem w roli „santo subito” wystąpił zmarły właśnie Leszek Kołakowski. Tak to już nad Wisłą jest, że trzeba na okrągło szlifować diamenty „moralnych autorytetów”, należy wyszukiwać kolejnych „santo” i wynosić na ołtarze „subito”. Osoby uznane za „autorytety” nie mogą nad Wisłą być po prostu interesującymi ludźmi ze swoimi wadami i zaletami. Muszą zaraz po zgonie zostać wyniesieni na narodowe ołtarze, okadzeni pochwalnymi hymnami w stu obłudnych i nudnych wydaniach. Żadnej spokojnej analizy, żadnego trzeźwego namysłu, nic, tylko czołobitne hołdy. Pośpiech i pewna nerwowość tych kanonizacji zdradzają jednak czającą się za oparami kadzideł hipokryzję sztuczność i hipokryzję.