Napisałem mu także, że „na gruncie niereligijnym jedyny sens życia jaki istnieje, to taki, jaki sobie sami nadamy. Pomijając złośliwe wypowiedzi Shawa, to ja nie zauważam jakiej statystycznej, czyli zauważalnej w życiu różnicy pomiędzy poczuciem radości i szczęścia ludzi niereligijnych i religijnych. Wiara przynosi pewną nadzieję, ale także wiążą się z nią niezliczone rozterki i wahania natury teologicznej i moralnej, od których wolni są ludzie niereligijni. Dla wielu poważnie traktujących wiarę chrześcijan istnieje przecież okropna, trudna do zniesienia świadomość „grzeszności”. Jest ona źródłem wielu udręk dla ludzi głęboko wierzących. Zresztą sami o tym dają świadectwo – np. niedawno opublikowana książka o Matce Teresie z Kalkuty pokazuje, że jej życie w dużej mierze było religijnym koszmarem”. Mój rozmówca najwyraźniej bał się to w jakikolwiek sposób skomentować.
Janusz jednak nie odpuszczał, i stwierdził, że „życie bez pozytywnej konkluzji na końcu (zbawienia) jest straszne”. Cóż mu mogłem na to odpowiedzieć? Jedynie tyle, że „zgadzam się, życie jest w pewnym sensie straszne. Ale świat jest generalnie dosyć straszny właśnie. Nie zauważyłeś jeszcze tego? Jesteśmy tylko jednym z setek tysięcy gatunków zwierząt. A jaka jest religijna „optymistyczna konkluzja” dla innych gatunków? Życie pełne cierpienia, strachu i wreszcie często potworna śmierć. I koniec, żadnego zbawienia. Jaki jest sens tego koszmarnego przedstawienia odgrywanego codziennie miliardy razy? Że co, że zwierzęta cierpią z powodu grzechu człowieka? Przecież to absurd i to absurd niebywale zarozumiały! To jest jakaś koszmarna, tragikomedia teologiczna. A takie jest właśnie chrześcijańskie spojrzenie na sens życia zwierząt.. Życie bywa często straszne, ale możemy coś z niego dobrego dla siebie i innych ocalić. Taki jest sens laickiego humanizmu. To jest stanie wobec prawdy o życiu twarzą w twarz bez ucieczki w narkotyczno-mistyczne uniesienia. Patrzę na tę okropność, jaką bywa życie, bez paraliżującego mnie strachu i staram sie, aby sobie i innym zaoszczędzić cierpienia i stworzyć małe sensy dla tej egzystencji. Bo wielkie sensy nie istnieją, nie ma żadnych powodów, aby w nie wierzyć”.
I na koniec chciałbym zacytować finałowy tekst z mojego ulubionego filmu „Godziny”. Co jest najważniejsze? Otóż: „Patrzeć życiu w oczy. Zawsze patrzeć życiu w oczy. I dostrzec czym jest naprawdę. Poznać je do końca. Pokochać je za to, czym jest. I wreszcie zrezygnować z niego.” Takie może być „wyznanie wiary” świeckiego humanisty, wyzwanie wiary heroicznej, która patrzy prosto w oczy, nie ucieka do kąta, nie chowa pod maminą koszulę i nie kuli się ze strachu. Parafrazując znany kościelny tekst: „taka jest nasza wiara, której wyznawanie jest nasza chlubą.”
Dodaj komentarz