A także dlaczego nie giną w toku ewolucji? Dlaczego wszechobecna naturalna selekcja nie wygubiła ich do szczętu? Czyż nie jest tak, że osobniki słabsze i obolałe mają mniejsze szanse replikacji? Czyż nie jest mianowicie regułą, iż reagując bólami głowy, stawów i mięśni na nadchodzące, jakże częste na naszej planecie, zmiany pogody, osoby takie lubią się wymawiać od prokreacyjnych obowiązków?
Dla konkretności obrazu porównajmy postępowanie dwóch mężczyzn różniących się na tym polu skrajnie, a mających za zadanie, każdy z osobna, zaprowadzić podległą i posłuszną mu grupę kobiet, dzieci i młodzieży na daleki i trudnodostępny teren, gdzie wszystkim będzie się żyło znacznie lepiej. Niech jeden i drugi przed wyruszeniem w długą i niebezpieczną drogę zda sobie sprawę z tego, że nadchodzi bardzo groźne załamanie pogody.
To prawda, że mężczyzna typu macho, kochający zewnętrzne oznaki cudzej i własnej mocy, może być również wrażliwy na zmiany atmosferyczne. Jednakże, im bardziej ceni swój autorytet, tym mniej tę swoją wrażliwość wykorzystuje i tym trudniej mu przeczuć, na jakie cierpienia i straty zdrowia narazi innych w danej groźnej sytuacji. Nie wykluczone, że w swej zaćmiewającej moralnie żądzy chwały i sukcesu zgubi siebie, swoje dzieci i żony. Na przykład na śliskim stoku stromej góry, w odmętach rzeki lub na bezdrożnej pustyni. I chociaż zwykle nie przepuszczał okazji do mniej czy bardziej świadomego ojcostwa, teraz położy przedwcześnie kres replikacji swoich genów. Tymczasem meteopatyczny empatyk, nie lekceważący swej meteopatycznej wiedzy i intuicji pogodowej, a zarazem wczuwający się lepiej w cudze cierpienia i przez to znacznie mniej czuły na uroki rywalizowania z innymi, ma nieporównywalnie większe szanse na obiektywną ocenę sytuacji. Mniej także będzie się wstydził zmienić plan działania i pozostać w jaskini.
Wiele milionów razy zdarzało się zapewne, że mężczyzna taki przeczekiwał bezpiecznie szalejące burze, huragany i powodzie z kobietami i dziećmi. Opuszczony, nierzadko, przez innych mężczyzn, którzy woleli towarzyszyć temu drugiemu, czyniącemu wrażenie większej mocy. Zostając w domu z dziećmi i kobietami, nie tylko leczył migrenę, lecz zapewne pomagał także kołysać niespokojne niemowlęta, gdy ich płacz rozsadzał mu bolącą głowę. Ponieważ podczas takiego przeczekiwania niewiele było poza tym do roboty, wykorzystywał bez wątpienia każdą ulgę w migrenie, by podziwiać niewiarygodne piękno otaczających go kobiet. Nie szczędząc im komplementów i miłych słów, stawał się w końcu ojcem wielu dzieci.
W ten sposób empatia przyczyniała się przez miliony lat do konserwowania meteopatii, podobnie jak meteopatia utrwalała empatię. Oto jedna ważnych przyczyn, dla których nie każdy człowiek ze swej natury jest człowiekiem żądnym władzy, rywalizacji i sukcesu za wszelką cenę, a jakiegoś empatyka ma prawie każdy w swym gronie przyjaciół. Jeden to także z powodów, dla których szczera przyjaźń nie wymarła do szczętu. Czy takie myśli, żartobliwe i po trosze poważne, są idealnym lekarstwem na meteopatycznie uwarunkowaną migrenę, nie jest pewne. W Jedlni Letnisku w pobliżu Radomia i Puszczy Kozienickiej bywają skuteczne.
W Jedlni, 18 marca 2010
Dodaj komentarz