(Komentarz Demokratesa: Antybarbarzyńca, który marzy o „lepszym świecie”, nie czyni tego z marzycielstwa, lecz z niemożności zgody na świat taki, jak na przykład dzisiaj w Polsce)
Odkąd zauważyłem nasilanie się takich zjawisk, zacząłem zbierać podobne doniesienia. Coraz częściej mam wrażenie deja vu. Polski kapitalizm utopijny zaczyna pod względem propagandowym przypominać różne odmiany stalinizmu. Ich piewcy też głosili, że szczęście powszechne niechybnie nadejdzie, ale trzeba wytrzymać kolejne „przekształcenia”: jeszcze więcej represji, trochę wywłaszczeń oraz kolektywizacji, jeszcze jedną kulturalną rewolucję i… będzie dobrze. Współcześni piewcy innego, też cudownego ponoć ustroju mówią – jeszcze więcej prywatyzacji, jeszcze więcej deregulacji, jeszcze więcej wolnego rynku, a nadejdzie jutrzenka szczęśliwości z pełnym zatrudnieniem i domkiem dla każdego. Jednak zamiast tego mniejszość pożera wzrost gospodarczy, a reszta ma za perspektywę kiepską pensję lub emigrację, mieszkanie w popereelowskich blokach (jeśli ma się szczęście), śmieciówki i coraz gorsze emerytury.
Logika systemu jest nieubłagana. Wypchnięta z normalnego życia część społeczeństwa pogrąża się w patologiach, bezdomni zwykle w alkoholizmie. Każdy rok przynosi coraz bardziej jaskrawe dowody rozpadu społecznego i coraz większe spustoszenie. W ciągu ledwie 3 lat bezdomność w kraju skoczyła w górę o 30 proc., a przecież ogromna część ludzi bez dachu nad głową po prostu uciekła z Polski. Zatem jak straszne muszą być rozmiary tego zjawiska w rzeczywistości! Przypomnijmy, że Polska jest prawdopodobnie jedynym krajem w Unii, w którym w zasadzie nie ma programu masowego taniego budownictwa. Nikt o tym nie myśli. Ale trudno myśleć o takich „drobnostkach”, skoro ciągle prowadzimy jak nie wojnę o Smoleńsk, to walkę z gender.
Adam Cioch
Dodaj komentarz