(Komentarz Demokratesa: poniższy fragment wywiadu Krzysztofa Pilawskiego z Mirosławem Karwatem daje wiele do myślenia, polecamy cały wywiad)
[Mirosław Karwat:] (…) W Polsce znów jest ogromne zapotrzebowanie na silnego przywódcę , który zrobi porządek. Swego czasu Franciszek Ryszka w niesłusznie zapomnianej dziś książce „Państwo stanu wyjątkowego” precyzyjnie wykazał, że Adolf Hitler zdobył władzę całkiem legalnie, a potem plasterek po plasterku okroił demokrację z jej podstawowych atrybutów. Miał w rekach mandat prawny i poparcie wielkiej części społeczeństwa. Ale to dotyczy nie tylko hitleryzmu. W naszych czasach niebezpieczeństwo autorytaryzmu, dyktatury, przed którym przestrzegają mało słuchani intelektualiści, nie polega na tym, że ktoś zrobi przewrocik wojskowy. Nie polega też na tym, ze ktoś wyprowadzi na ulicę setki tysięcy ludzi, którzy obiją mordy, komu trzeba, zapędzą kogoś do rezerwatów. Nic z tych rzeczy. To wszystko może się odbywać w majestacie prawa, na drodze kolejnych ustaw, a potem już dekretów – nie wykluczone, że popieranych przez wystarczającą, choćby milczącą, większość obywateli.
[Mirosław Karwat:] No właśnie. W Polsce partia autorytarna może w krótkim czasie uzyskać przyzwolenie społeczne, daleko wykraczające poza uzyskany przez nią wynik wyborczy. W demokracji czysto medialnej ludzie dowiadują się, co się dzieje w polityce, z telewizji. Wystarczy zatem podporządkowanie głównych mediów, a także użycie teczek IPN i przekształcenie szkoły oraz kościoła w miejsce indoktrynacji, by uzyskać maszynę do prania mózgów, dyktowania nastrojów społecznych. Gdy telewizja pokazuje wkroczenie „kominiarek” o szóstej rano do willi ważnej figury, spora część widzów odczuwa satysfakcję: taki był ważny, a położyli go na glebę.
Przyzwolenie na autorytaryzm tworzy sytuacja życiowa wielu ludzi: nie mam pracy, nie mam pieniędzy, nie mam perspektyw i nawet nie mam komu przyłożyć. Taki syndrom człowieka w stanie rozpaczy. Wtedy wystarcza ta ostatnia satysfakcja-kompensacja (ktoś musi za to oberwać). To nastawienie utrwalają tabloidy, a nawet tak niewinne wytworzy kultury masowej jak kino akcji i współczesne baśnie o zwycięstwie dobra (czystego i wyłącznego dobra) nad złem wcielonym i absolutnym. Stąd także wyrastają proste oczekiwania, że jakiś twardziel wsadzi złodziei i łapowników do więzienia, a gdy im odbierze te skradzione skarby, to z tego odzysku zapewni prostym ludziom dostatnie, bezpieczne i szczęśliwe życie.
Krzysztof Pilawski
Źródło: Przegląd, Nr 8 (582) 27 lutego 2011 r., s. 10-12
Dodaj komentarz