Jaka jest najbardziej popularna religia w Polsce? Katolicyzm? A może konformizm, czyli filozofia robienia zawsze tego, co robią inni, wewnętrzna potrzeba niewyróżniania się?
Ostatnio głośno było o naszej wybitnej literatce ze zgoła nieartystycznych powodów. Po katastrofie smoleńskiej kilka zagranicznych gazet poprosiło ją o komentarze na temat sytuacji w Polsce, żałoby narodowej itp. Pani Tokarczuk ma poglądy ekologiczno-lewicowe i jest bardzo krytyczna wobec bogoojczyźnianej tradycji oraz Kościoła. Nie kryła swojego dystansu wobec histerii, która miała miejsce wówczas w Polsce i wyraziła niesmak z powodu zawłaszczenia żałoby przez kler katolicki. Przyznała przy tym publicznie, że nie jest katoliczką. No i zaczęło się kamienowanie czarownicy! „Rzeczpospolita”, ojciec Zięba i inni „prawdziwi Polacy” nie szczędzili jej razów.
Nie pozostała im dłużna – w tym sensie, że nie upokorzyła się pod wpływem fali krytyki, i dalej wypowiadała się odważnie o tym, jak widzi polskie sprawy. A oto garść jej obserwacji: „Kiedyś zdarzyło mi się w rozmowie ze znajomymi >>szeregowymi<< katolikami pytać, co to znaczy być katolikiem. Pytałam ludzi, czy rzeczywiście wierzą w przemianę hostii w ciało Chrystusa w czasie mszy. Oczywiście mówili mi, że nie, że rozumieją to symbolicznie. Kiedy pytałam, czy naprawdę wierzą w zmartwychwstanie ciała po Sądzie Ostatecznym, odpowiedź również brzmiała >>nie<<. To samo z niepokalanym poczęciem”.
Zatem w co wierzą Polacy, skoro nie wierzą w to, czego naucza Kościół? Czy są katolikami, a jeśli tak, to w jakim sensie? Olga Tokarczuk znajduje taką odpowiedź: „Podejrzewam, że deklarowana katolickość to konformizm, bardzo głęboko zakorzeniony w naszej mentalności. Nie wiadomo jak jest, więc lepiej wierzyć, że jest tak jak mówią. To niechęć do zdefiniowania tego, w co się wierzy, do zajęcia stanowiska, przyjęcia zdecydowanego poglądu. Konformizm jest wygodny, bo zwalnia od myślenia”. Zatem Polacy nie tyle są katolikami, co raczej ich religia nazywa się „być-takim-jak-wszyscy-wokół”. Nie wychylać się, bo to może być niebezpieczne, a przynajmniej bywa niewygodne.
Zdaniem Tokarczuk, „ten konformizm ma swoją historię, rozwinął się zwłaszcza w czasach PRL-u. Ludzie, którzy należeli do partii, potajemnie chrzcili dzieci. To samo jest dziś z religią w szkole. Ludzie na to psioczą, ale dzielnie prowadzą dzieci na religię. Po 1989 roku granica pomiędzy Kościołem i państwem powoli się zaciera. To właśnie szczególnie wyraźnie widzieliśmy w telewizji w czasie żałoby”. Zgadzam się z obserwacjami naszej wybitnej pisarki dotyczącymi PRL-u, ale nie uważam, że można je wnioski uznać za prawdziwą przyczynę polskiego konformizmu. Raczej za jego przejaw, bo dzieci wysyłano do komunii właśnie z chęci niewyróżniania się. Przyczyn takiego stanu rzeczy, jak sądzę, należy szukać znacznie dalej w historii.
Otóż polska tradycja składa się z dwóch warstw: szlachecko-inteligenckiej i chłopskiej. W tej pierwszej konformizm wobec Kościoła wynika raczej z głupoty i złego wykształcenia, które każe naśladować tzw. autorytety. W dominującej społecznie tradycji chłopskiej konformizm wynika głównie ze strachu. Chłop miał nikłe poczucie własnej wartości, przez stulecia trzymano go w ciemnocie, zależności i lęku, także w lęku przed fizyczną agresją. Przecież bicie nieposłusznych było na porządku dziennym. Znam relacje świadków o tym, że publiczne kopanie nieposłusznych wieśniaków przez mężczyzn z klasy dawnych „panów” zdarzało się jeszcze w latach 1945–47, a więc niemal w Polsce Ludowej! Ludzie wychowani w takim upodleniu marzyli o tym, aby przede wszystkim jakoś przetrwać w spokoju. Konformizm, dostosowanie się i siedzenie cicho były najlepszymi drogami do tego celu.
Wprawdzie PRL głęboko przeorał polską wieś i zniszczył pozostałości feudalizmu, ale strategia konformistycznego przetrwania tkwi w ludziach bardzo głęboko. Częściowo powędrowała z nimi do miast i jest dziedziczona z pokolenia na pokolenie. Ja sam zostałem wychowany właśnie w duchu „niewychylania się” i strachu przed opinią otoczenia. Cały mój duchowy rozwój polegał głównie na wyzwalaniu się w kolejnych dziedzinach życia z kajdan tej tradycji. Nie dziwmy się zatem polskiemu konformizmowi i przełamujmy go w sobie i wokół siebie.
Dodaj komentarz