Chwała, chwała, chwała bohaterom!!!
Zresztą
każdy ich sprawiedliwie nazwie.
Dziś
inny temat wybieram,
porozmawiajmy o plugastwie.
Uciszyły się burze rewolucyjnych serc,
winy radzieckie już rzęsa porastać zaczyna.
I wyłazi
spoza pleców RFSRR
ryj
mieszczanina.
(Nie schwytacie mnie za słowo,
nie ubliżam mieszkańcom miast.
Zapisanym w mieszczańskim stanie
bez różnicy klas i warstw –
uszanowanie.)
Z wszystkich nieobjętych rosyjskich wyrajów,
z dnie, gdy radziecka zrodziła się władza,
spłynęli,
piórka naprędce zmieniając,
aby się na wszystkie urzędy powsadzać.
Pięć lat cierpliwie siedzeniem gniotąc
tyłki, jak potężne bidety,
cicho jak trusia
żyją i dotąd.
Uwili przytulne sypialnie i gabinety.
A wieczorem
zgniłek
do żony,
wbębniając wprawki w pianino,
nad samowarem rozmarzony
mówi:
„Towarzyszko Nino!
Dodatek świąteczny –
dwadzieścia cztery tysiączki.
Według taryfy.
Ech, morowo!
Sprawię sobie
galife jak Pacyfik
będę ze spodni
wystawał
rafą koralową!”
A Nina:
„I mnie do sukni emblematy.
Bez sierpa i młota nie pokażesz się w świecie.
W czym
będę dziś paradować
na tym
balu w Rewwojensowiecie?!”
Czerwona ramka.
Marks na ścianie.
Kot się ociera o „Izwiestia” stare.
A spod sufitu
piszczy nieustannie
rozwydrzony kanarek.
Marks ze ściany patrzył, patrzył…
Aż nagle
wykrzywił się strasznie
i jak nie wrzaśnie:
„Omotały rewolucję filisterstwa przędze,
filisterstwo groźniejsze niż Wrangel nad karkiem.
Łebki kanarkom ukręcić
czym prędzej,
żeby komunizmu
nie zatłukły kanarki!”
Dodaj komentarz